Dla niektórych osób miarą brutalności gry jest ilość krwi lejącej się podczas rozgrywki. Gdyby tak było naprawdę, to Transfusion przeszłaby do historii jako najbrutalniejsza gra jaką kiedykolwiek wydano, podczas gdy jest to ciekawa strzelaninka dla każdego - niezależnie od wieku.
Krwi jest dużo, bo tym razem przyszło nam przemierzać układ krwionośny człowieka. Musimy niszczyć wirusy, skrzepy (błeee) itd. Rozgrywka nie wyróżnia się niczym szczególnym: lecimy, strzelamy i omijamy przeszkody. Czasami trafiamy na rozgałęzienie, czasami na bossa - nic oryginalnego. Środowisko gry jest w pełni trójwymiarowe. Bardzo spodobały mi się rozwiązania graficzne, które mimo swojej prostoty dają złudzenie poruszania się w cieczy. Ogółem grafika, mimo drobnych przekłamań prezentuje się dobrze. Złego słowa nie mogę też powiedzieć o muzyce. W tle przygrywa nam ostry, gitarowy utwór, przy którym aż rwałem się do unicestwiania wirusów.
Transfusion nie jest grą na długie zimowe wieczory. Powiedziałbym raczej, że to ciekawa realizacja, równie ciekawego pomysłu. Pogramy godzinkę, może dłużej. Nie ma w tej grze nic, co przyciągnęłoby mnie na dłużej, a jednocześnie nie ma do czego się przyczepić. Polecam, gdyż mało jest gier, które pozwalają nam wcielić się w ciało przeciwciała i poruszać po ciele ;)
Grafika:
Dźwięk:
Grywalność:
Jak pobrać grę z serwisu Victory Games?